sobota, 23 marca 2013

ROZDZIAŁ PIERWSZY


Rozdział 1 –„ZAPOWIEDŹ”
Obudziłam się w miejsu, gdzie śmierdziało tak bardzo, że nie mogłam już wytrzymać. Odrażające macki ohydnej woni wdzierały mi się w nozdrza. Z tego wszystkiego zebrało mi się na kichnięcie. Byłam pewna, że wszystkich obudzę, jednak okazało się, że ich również zbudził wstrętny odór.
-Jane, w końcu wstałaś –powiedziała Sylvia, kojąco się uśmiechając. Siedziała naprzeciwko, koło łóżka rudowłosej Carly. Ta z kolei, ubrana już w mundur, czesała swoje długie za pupę włosy.
-Wstałam, ale gdzie my…- nie dokończyłam myśli, uświadamiając sobie, że przecież jesteśmy w Que, jednym z największych, (przy czym najszybszych), pociągów świata. Jechałyśmy już drugi dzień, więc dziwnym było dla mnie, że przez chwile zapomniałam, gdzie się znajduje.
-Tutaj masz mundur –rzuciła z końca pomieszczenia Oli, wyraźnie poddenerwowana faktem mojej zbyt późnej pobudki.
-Dziękuje-powiedziałam uprzejmie, bo nie chciało mi się wykłócać o to, żeby nie używała w stosunku do mnie takiego tonu. Zresztą, uznałam, że nie ma to większego sensu, bo zaraz i tak miałabym wypomniane przez wszystkie dziewczyny to, że zawsze moja osoba prowokuję sprzeczki.
   Po krótkiej chwili i ja wstałam, prawie upadając na podłogę. Que jechał z prędkością trzystu kilometrów na godzinę, tak więc byłam usprawiedliwiona. Niestety, faktem było również to, że tejże szybkości nie odczuwało się prawie wcale. Zamyślona, poczłapałam po swój ubiór, po czym entuzjastycznie wkroczyłam do pachnącej łazienki.
    Naprawdę, cudownie było znaleźć się w ogromnej wannie, mając do dyspozycji aż dziesięć minut. Nie musiałam stać, myjąc się pod zimną wodą w Everacie. W zamian, leżałam w dogodnej pozycji, ciesząc się chwilą. Na plus dodać mogłam jeszcze cudowny zapach, tak więc przejście ze śmierdzącego wagonu tam, było czymś przyjemnie miłym. Delikatnie przesuwałam dłonią po tafli wody, po raz pierwszy w życiu widząc ją tak czystą i piękną. Bardzo rzadko wychodziłam poza mury OŻIS, co znaczyło „Ośrodek Życia I Szkolenia”, tak więc raczej nie miałam okazji udać się nad jakiegoś rodzaju jeziora. Kiedy byłam mniejsza, zasadniczo nad tym ubolewałam, teraz jednak, nie zależało mi zbytnio. Znów skupiłam się na tym, aby jak najwspanialej przeżyć swoje ostatnie cztery minuty błogiego spokoju.
  Gdy moje myśli wędrowały, zbierając się w grupki, po czym rozpływając, przyjrzałam się bliżej swojemu ciału. Bez problemu zauważyłam, że nabrałam kształtów. Leżąc, zaraz na pierwszym planie zasięgu mojego wzroku, widziałam swoje piersi, wtedy już całkiem pokaźne o dość ładnym kształcie. Trochę niżej, cała moja figura zwężała się, aby znów ukazać kobiece krągłości, które zaraz ponownie malały. Choć wiedziałam, że w tamtych czasach przydatność tego ma śladowe znaczenie, to sam fakt, że miałam piękne ciało dawał mi trochę radości. Nie żebym już w tamtej przeszłości była zakochana w sobie, ale jednak, to trzeba było przyznać. Oprócz tego, moja twarz również  prezentowała się naprawdę ciekawie. Miałam duże, zielone oczy, do tego czuprynę gęstych, brązowych włosów. Oliwkowa karnacja i wyrazisty zarys twarzy również mogłyby uwieść. Oczywiście, wtedy to nie miało znaczenia, chyba nie muszę się powtarzać.
 -Janine, minęło jedynaście minut –zawołał ktoś zza drzwi, zapewne Sylvia.
-Już wychodzę!- krzyknęłam, drwiąc w duchu, że była to już naganna niesubordynacja! Zaśmiałam się cicho. Wtem już inna osoba, choć prawdopodobnie Isabelle, prychnął. Cóż, ta dziewczyna miała to w zwyczaju. Bardzo lubiła wtrącać się w nieswoje sprawy. Biedna, brak chociażby małego kawałka swojego życia, jaki wtedy mogłyśmy posiadać, musiałbyć dla niej nielada ciosem.
-Dwanaście minut! Sylvio, wnoszę wniosek o dodanie jej Wemy!
-Tylko się nie posikaj!- zawołałam, unosząc brew. Tak, oczywiście, panowały naprawdę surowe zakazy, i szczęściem był fakt, że Sylvia była łagodnym Opiekunem. Jednakże, do cholery, czy ta kretynka Izzy nie mogła się czasem przymknąć?
         Koniec końców, wygramoliłam się z cudownej wanny, szybko wskakując w mundór. Gdy wyszłam, Sylvia ze zrozpaczoną miną patrzyła na wszystkie dziewczęta.
-Moje kochane, to nasz ostatni tydzień zanim dotrzemy do Rivan, błagam was o litość. Nikt was nie karał przez piętnaście lat, miałyście swobodę i radość, ale wszystko się kiedyś kończy. Nie rozumiecie? Wyruszacie w życie, tam, gdzie nie będzie mnie, i żaden człowiek nie będzie przymykał oczu na głupie wybryki! W Rivan nikt nie będzie się o was troszczył, od razu dostaniecie Wemę! Nawet za najbardziej błahe rzeczy! –blada twarz naszej Opiekunki przeobraziła się w czerwonego, nadymanego balona- Uważacie może, że ja chcę opuszczać swoje Wychowanki? Otóż nie, nie mam najmniejszego zamiaru! Ale muszę, takie jest Prewardium, i nic, absolutnie nic nie mogę na to poradzić! –opadła z sił, opierając głowę na smukłych dłoniach.
     Jak zawsze miała całkowitą rację. Sylvia nigdy się nie myliła i była dla nas jak matka, której żadna nie miała przyjemności poznać. Niestety, nie była naszym rodzicem, a Opiekunem. Oni, nazywani również Weminami, sprawowali przez piętnaście lat opiekę nad daną grupą w Everatach. Były to ośrodki, gdzie porzucone szczątki Państw mieszkały. Tam się uczyliśmy, dorastaliśmy, robiliśmy pierwsze kroki i wypowiadaliśmy pierwsze słowa. Cóż, jak to bywa w życiu, po okresie dojrzania żeńska grupa zostaje wysłana do Rivan, wspólnej stolicy Dwóch Państw, aby przejść konieczne testy i pracować w tym, w czym akurat dany odrzutek jest dobry. Przeważnie były to najbardziej mozolne i niegodne prace, ale może w następnym życiu ma lepiej. Może.
                                                           ***
Kiedy wszystkie żale i żażalenia zostały odbjawione, do naszego przedziału wszedł Informator, uprzejmie przekazując, że jesteśmy w Yeso, tak więc wsiada kolejny Everat. Na nasze twarze wstąpiły półszczęśliwe uśmiechy, ponieważ była to podgruba męska. Były po połwie smutne dlatego, że i tak nie mogłyśmy zamienić z nimi nawet słowa, tak nakazywała procedura. Oby się nie posikali z tych idiotycznych zasad.
-Jane, gdzie masz Obwieszczkę?- mruknęła do mnie Anne, która stała ze zdziwioną miną.
-Litości! Sylvio, masz zapasową?- zawołałam szybko do Opiekunki. Ta z kolei, wyczytując o co chodzi, objęła rękoma kark.
-Lilouh, daj mi siłę! Janine, jak mogłaś jej zapomnieć?! Co my teraz zrobimy? –wykrzyczała na całe gardło.
-Rany, nie chciałam, dobrze wiesz! Została przy starym mundurze, nie odpruto  mi jej.
-Co my teraz zrobimy-powtórzyła to kilkakrotnie- Jak się wytłumaczę, że jedna z moich Wychowanek p r z y p a d k i e m zapomniała swojej Obwieszczki?!
       Oh tak, czasy były ciężkie. Człowiek zapomniał kawałka materiału, który mówił o mnie to i owo, i od razu awantura!
-Przepraszam, czuję skruchę, nie widzisz? –wykrzywiłam dolną wargę ku dołowi. Sylvia burknęła cicho, po czym zapowiedziała:
-W takim razie, trudno. Musisz rozegrać to tak, aby nie przysporzyło nam to kłopotów. Inaczej dodaję Ci trzy punkty do Wemy, a nawet jeśli nikt nie zauważy, i tak masz dodany jeden.
   Mówię całkowicie poważnie, szczęka mi opadła na dół. Czy Sylvia własnie powiedziała, że dostanę Wemę? Czyżby ona zaczęła  przejmować się moim zachowaniem a k u r a t pod koniec? Śmiechu warte, naprawdę.
 -Tak, dostaniesz punkty. I nie rób takiej miny, bo nic nie wskórasz. Do szeregu, marsz –warknęła, po czym tym bardziej wytrzeszczyłam oczy. Mamy się ustawić w szereg, to normalne. Ale żeby nasza Opiekunka k r z y c z a ł a? Doprawdy, byłam tym niemalże zdegustowana, żeby nie powiedzieć wzburzona. Faktem jest, że jednak nie miałam do tego prawa. Tylko faktem.
   Podreptałam szybko do dziewczyn, z zapewnie dziwnym wyrazem twarzy. Rzeczywiście, serio czułam się dziwnie. Wiedziałam, że niektórzy w swoich Everatach mają dużo gorszych Opiekunów, ale warczenie Sylvii było co najmniej dziwne i bardzo rzadkie. Jeśli bym się wtedy nad tym dłużej zastanawiała, pewnie naprawdę siedziałabym z oniemiałą pozą. Gdzieś w tyle usłyszałam ciche westchnięcie. Uniosłam tylko brew, po czym wyruszyłyśmy z wagonu.
    Dochodząc do Wielkiego Wagonu, podziwiałam cuda potężnego Que. Naprawdę, mogę przysiąc, słowo bogactwo od tamtego momentu zawsze kojarzyło mi się z tym właśnie pociągiem. Niesłychane, ile człowiek może wcisnąć w niespełna sto wagonów. Piękne, przyozdabiane złotem filary, podtrzymujące całą konstrukcję, do tego marmurowe podłoże i czerwonokrwisty sufit. Pełnen profesjonalizm, dodając fakt, że na wstępie uprzejmie nas przeproszono za poranny fetor, a jego przyczyną był wypadek w Wagonie Naukowym. Wszystko jasne.
  Kiedy tak szliśmy, rozmyślałam, jakby to było mieszkać w takim miejscu. Cóż, może „miejsce” to do końca nie było, ale sami rozumiecie. Coś wspaniałego, jak za pewne się domyślacie. Sylvia szła przed naszym rządkiem, prowadząc grupę. Byłam rozkojarzona, więc nawet nie zauważyłam, kiedy przystanęła, tym samym wpadając na Laurę.
-Przepraszam –wybąkałam, nieskora do kłótni po dodanej Wemię. Wystraszona dziewczyna uśmiechnęła się lekko, nic nie mówiąc. Pomyślałam, że nie będę się również wgłębiać w wątek tego, czemu jest taka przelęknięta, nie miałam zbytnio ochoty.
-Witamy w Brings Que, Piętnasta Grupo Everatu 101. Właśnie dojechaliśmy na stację w Pawio, mieście, gdzie znajduje się Everat 58, skąd odbieramy Piętnastą Grupę Męską. Zapraszam teraz waszą Opiekunkę wraz z grupą na śniadanie – przemówił ktoś, będący z przodu. Póżniej jak się okazało, była to wysoka blondynka, z ogromnymi, rażąco niebieskimi oczami. Wyglądała trochę jak Robot, jednak na pewno była człowiekiem. Miała również bardzo jasne włosy, kolorem może nawet wpadające w biel.
-Dziękujemy serdecznie, kłaniając się nisko- nasza Opiekunka schyliła się nisko, po czym my zrobiłyśmy oczywiście to samo. Było to okazanie szacunku. Wtedy uważałam, że mogłam w sumie cały czas chodzić skulona, no wkońcu cały czas kłaniałam.
    Idąc za Panią Prawie Robotem przez ostatni wagon prowadzący do Wagonu Posiłkowego, mijaliśmy piękne rzeźby. Moje serce radowało się, kiedy widziałam, jak cudownie prezentują się te dzieła. Byłam szczęśliwa, że na świecie pozostało jeszcze odrobinę ludzi, którzy wierzą w to co robią i będą robić to po swój kres. Ci, którzy nie dadzą się łatwo uciszyć, nawet jeśli od pewnych zdarzeń minęło kilka tysięcy lat. Są dusze, które nigdy nie zginą.

                                            C.D.N